Fabuła — część II
CRON: Pułapka Wśród Gwiazd
Poprzedniogarstka śmiałków z Sorpigal zdemaskowała fałszywego króla Alamara i uwolniła prawdziwego — nie wiedząc, że złapany na gorącym uczynku oszust nie ma zamiaru się poddać.
Ścigany, osaczony, bez żadnej kryjówki, Sheltem robi jedyne, co mu zostało — ucieka przez bramę, która akurat w tym momencie otwiera się na planecie VARN po raz pierwszy od lat. Po drugiej stronie bramy jest CRON — gigantyczna stacja obserwacyjno-badawcza Starożytnych, wokół której krąży, niczym flotylla satelitów, dziesiątki mniejszych nacel takich jak VARN. Cała ta flotylla zmierza od dekad w jedną stronę — ku planecie zwanej Terra, gdzie miał się dopełnić Wielki Eksperyment. Dopiero teraz stacja znalazła się wystarczająco blisko, by połączenie stało się możliwe.
Zabezpieczenia CRON są nieporównywalnie lepsze niż na prowincjonalnym VARN — i to właśnie ta cecha daje Corakowi poczucie przewagi, na jaką czekał od początku pościgu. Sheltem wie o tym równie dobrze. Zastawia pułapkę, w którą zbyt pewny siebie Corak wpada bez ostrzeżenia — Sheltem oddziela jego ciało od pamięci i chowa obie części na przeciwległych krańcach stacji, tak daleko od siebie, jak tylko pozwala na to jej rozmiar.
Sheltem oddziela ciało Coraka od pamięci i chowa obie części tak daleko od siebie, jak tylko pozwala na to rozmiar stacji.
Zanim sam odlatuje, zostawia coś jeszcze: kopię własnej świadomości w centrum sterowania, z ostatnim rozkazem wpisanym w system — CRON razem z całą pozostałą flotyllą ma polecieć prosto w słońce. Jedna z naceli rusza w tę stronę natychmiast, zanim ktokolwiek zdąży zareagować. Sto tysięcy istnień ginie w ciągu kilku minut.
Reszta załogi CRON nie zamierza jednak zginąć bez walki. Garstka najzdolniejszych spośród nich, idąc za słowami dawnej przepowiedni, odnajduje rozdzieloną „jaźń" Coraka i przywraca ją do działania w samą porę, by wyrwać stacji sterowanie z rąk kopii Sheltema. Kursu na słońce nie da się już jednak w pełni odwrócić — CRON, z tym, co z niej jeszcze zostało, spada zamiast tego w stronę najbliższej planety, którą przez cały czas mijała: Terry. To nie jest miękkie lądowanie. Stacja tonie w jej oceanie, unosząc ze sobą wszystko, co przetrwało upadek.
Sam Sheltem nie czeka, by sprawdzić, czy jego rozkaz się powiódł — ucieka własnym statkiem prosto ku Terze, planecie, od której wszystko się zaczęło, nie wiedząc jeszcze, że wytrącona z kursu CRON runie dokładnie w te same wody.